Samotna podróżniczka, Arabia Saudyjska / cz.1

Samotna podróżniczka, Arabia Saudyjska / cz.1

Codzienny obrządek, mistyczna celebracja w niemym wyznaniu. Siedzę na murku, tłoczę gęste powietrze do płuc, patrzę - nikt nic nie mówi. Zmierzają w tym samym kierunku ze wzrokiem utkwionym w jednym punkcie. Jest w tym coś fascynującego, świadomie lunatycznego.

Coraz częściej pytacie mnie w listach, które od Was otrzymuję, jak to jest pojechać do Arabii Saudyjskiej jako kobieta i nie zostać uwięzioną w pałacu księcia. ;) Spieszę więc z odpowiedzią, początkując tym samym cykl wpisów o Arabii widzianej okiem samotnej (samodzielnej?) podróżniczki.

Wstawka: traktuję Was jak inteligentnych ludzi - wierzę więc, że dylematy typu ''czy to moralne jechać do Arabii i wspierać swoimi pieniędzmi tamtejszą gospodarkę, a tym samym politykę'' jesteście w stanie rozwiązać sami.

1. UBIÓR

Przyznaję, że przez pierwsze dwa-trzy dni czułam się dość nieswojo - nieswojo do tego stopnia, że trochę krępowałam się wychodzić na zewnątrz. Podróż do Arabii Saudyjskiej - zwłaszcza, jeśli jest się nafaszerowanym wszechobecnymi newsami o niebezpieczeństwach i podlanym sosem z przestróg o terrorystach - naprawdę nie jawi się początkowo jako komfortowa i bezpieczna. Przypomina wręcz trochę wyprawę na księżyc na spotkanie z kosmitami, no i w sumie jest w tym trochę racji - faktycznie lepiej mieć na sobie skafander. Traktuję to jednak bardziej w kategoriach dostosowania się do ich kultury niż jakiegoś ciemiężenia.

Gwoli ścisłości: Arabia Saudyjska nie reguluje ubioru turystek w żaden sposób poza tym, że mają być one odziane skromnie (cokolwiek to znaczy) - w praktyce jednak społeczeństwo saudyjskie nie jest jeszcze specjalnie przygotowane na widok turystki bez abaji. Saudyjscy mężczyźni co prawda wykazują się dobrym wychowaniem i taktem - zazwyczaj nawet nie gapią się na nikogo specjalnie, bo w sumie to im nie przystoi i byłoby to uznane za bardzo niegrzeczne, ale wyjście w kolorowych ubraniach na ichniejsze ulice przypomina jednak trochę wyjście w bikini na nasze, europejskie. Często widać za to zagraniczne kobiety w abaji, ale bez przykrytej niczym głowy.

Spacerując po molo w Jeddah (podobno najbardziej kosmopolitycznym mieście w Arabii), pośród rodzin ubranych w przewiewne, białe thoby (mężczyźni) i w większości jednak czadory albo i nawet nikaby (kobiety), czułam, że jednak nie jestem z tej samej układanki i ktoś wrzucił mnie, pojedynczy zagubiony puzzel, do jakiegoś osobnego pudełka.

Po paru dniach kupiłam sobie zatem abaję, bo i tak wybierałam się do Medyny na zwiedzanie meczetu, a i zarzucałam na głowę szalik, który roboczo spełniał funkcję hidżabu. Podkreślam, że nie było to konieczne nigdzie poza miejscami kultu religijnego, ale sprawiało, że czułam się bardziej komfortowo. A i do meczetu w Medynie teoretycznie nie miałam wstępu jako nie-muzułmanka, ale to już historia na kolejny wpis...

Wygodniej i bardziej komfortowo było jednak mieć coś na głowie, by się zasłonić.
Recepcjonista z hotelu chciał mieć ze mną zdjęcie, żeby móc wysłać znajomym na Snapchacie. 


2. KOBIETY

Ciekawa zwłaszcza saudyjskich kobiet i ich życia w księstwie, próbowałam dotrzeć do nich wszelkimi znanymi mi drogami - nawiązując z nimi kontakt przez CouchSurfing (znalazłam tam dosłownie dwie rodzime Saudyjki), a potem WhatsApp (wszyscy tam zdają się używać tej aplikacji jak wszędzie indziej na świecie). Trafiłam jednak nieszczęśliwie w czas sesji egzaminacyjnych, a wygląda na to, że młode Saudyjki czują mocny nacisk na edukację, bo pomimo szczerej chęci spotkania (a z jedną z nich nawet już się umówiłam!), żadna z nich ostatecznie nie znalazła na to czasu. Wszystkie jednak wydawały się szalenie sympatyczne i otwarcie nastawione - jedna przekazywała mój kontakt do kilku koleżanek, żeby udało mi się ostatecznie z którąkolwiek z nich spotkać.

Mimo to opowiem o tym, jak wygląda życie saudyjskich kobiet z tego, co udało mi się zaobserwować i dowiedzieć od tambylców, z którymi miałam kontakt (zaznaczam więc, że jest to ograniczona mocno czasem i pozycją niestamtądbylca perspektywa).

W restauracjach można natknąć się często na osobne wejścia dla rodzin i osobne wejścia dla samotnych mężczyzn (kolejno: family section/ single section). W pierwszej strefie powszechnym jest widok roześmianych i rozgadanych kobiet plotkujących ze sobą, jakby świat wokół nie istniał i dzieci biegających wokół, i rozbijających się o kolana dorosłych pod stołami. W strefie drugiej zaś - pełno mężczyzn zaciągających się fajką wodną i kontemplujących otoczenie z nieruchomymi twarzami. Arabia jednak rodzinami stoi - dlatego też większość wchodzi do strefy rodzinnej. Warto zaznaczyć, że do mniejszych lokali, w których stref rodzinnych nie ma, kobiety po prostu nie wchodzą. Z tego co usłyszałam, Arabia w tym momencie odchodzi całkowicie od segregacji płciowej i likwiduje strefy rodzinne i singielskie - nie wiem, na ile jednak to prawda. Wszyscy, co do jednego, moi rozmówcy, podkreślają, że w ciągu dwóch lat zaszła w Arabii mocna zmiana odchylona w stronę liberalizacji praw kobiet. No i faktycznie, na pierwszy rzut oka to by się zgadzało - na lotniskach, w sklepach, barach pełno młodych dziewcząt/ kobiet w obsłudze, wiele z nich w mocnym makijażu (ale z obowiązkowo zasłoniętym ciałem). Z drugiej strony w Tabuuk, mniejszym miasteczku na północy, nieopodal granicy z Jordanią, nie spotkałam prawie żadnej kobiety na ulicy i czułam się odrobinę jak w ''Opowieści podręcznej'' w scenie, w której trzeba było mieć przepustkę, by wydostać się poza mocno określony obszar.

Mimo to, jeśli chodzi o czysto formalną stronę wyjazdy - nie miałam najmniejszych komplikacji ani z wjazdem na teren kraju jako samotna kobieta, ani z meldunkami w hotelu, ani z przemieszczaniem się pomiędzy miastami; nie miałabym też z wypożyczeniem auta - wszystko to jest dla turystów dostępne. Spotkałam też saudyjskie kobiety podróżujące w grupkach, samodzielnie - nie wyglądało więc, by te opcje były ograniczone i dla nich.

3. BEZPIECZEŃSTWO

Mogę śmiało posunąć się do stwierdzenia, że Arabia to jeden z najbezpieczniejszych krajów, w jakich byłam (a jest to jakiś wyczyn, skoro w zestawieniu jest też Islandia ze swoją średnią zabójstw poniżej jednego na rok). Nie zdarzyło mi się absolutnie NIC złego, wiele obaw i zachowawczości wynikało bardziej z moich uprzedzeń i ostrożności. Spotkany w samolocie młody Saudyjczyk lecący do domu z Londynu powiedział mi, że zupełnie nie mam czego się obawiać jako turystka w Arabii - to samo zresztą powtarzali w zasadzie wszyscy spotkani na drodze (choć nie każdy nieskazitelnym angielskim). Arabia, jakkolwiek kontrowersyjne to porównanie, przypominała mi pod względem bezpieczeństwa i życzliwości mieszkańców Iran - kobiety życzliwie się uśmiechały, kierowcy, recepcjoniści i sprzedawcy dokładali starań godnych lepszej sprawy, bym na pewno wszędzie dotarła, wszystko znalazła, dostała jak najlepsze, miała jak najmilsze wspomnienia.

Nie sądzę, żebym dostała kiedykolwiek klucz do całkowitego obrazu Arabii, bo i nie ma takiego specjalisty, który mógłby mi ten klucz wyrobić i wręczyć europejskiej białogłowej. Mimo to - nie taka Arabia zdaje się być straszna, jak w Wiadomościach mówią, a i podglądanie jej przez dziurkę od klucza, bez otwierania drzwi na oścież, wydało mi się ciekawym doświadczeniem.

Czy będzie więcej? Będzie więcej. Będzie więcej o Medynie, o saudyjskich widokach, o przemieszczaniu się, kontaktach nawiązanych przez couchsurfing i rozwoju turystyki. Pozostańcie nastrojeni.

Turystyczna miejscówka na pustyni nieopodal Medyny, gdzie można przejechać się na wielbłądzie
Władam słowem jak Kmicic szablą. Tworzę pejzaże postturystyczne i zastanawiam się, na ile turysta podobny jest do naturysty.
← Czasy zarazy z perspektywy Boga, Nowy Sącz
Nowy Sącz, Polska →

Zapisz się i otrzymuj moje nowe wpisy prosto na maila!

Możesz też obserwować mnie przez RSS używając Feedly!
Udostępnij
Twitter icon Twitter Facebook icon Facebook Pinterest icon Pinterest Reddit icon Reddit
Dzięki za subskrypcję i do usłyszenia!