Reykjavík, Islandia

Reykjavík, Islandia

Od ponad dwóch miesięcy nurzam się w odmętach sentymentów. Z mojego prowincjonalnego nowosądeckiego mieszkanka obserwuję każdy news dotyczący Krainy Lodu i Ognia. Z zapamiętaniem godnym lepszej sprawy notuję, kiedy był na Islandii ostatni sztorm i że aktualnie panują tam minusowe temperatury. Uśmiecham się, widząc posty tamtejszych znajomych wymieniających się informacjami o dostawie jedzenia w Walentynki, bo wieje tak, że nie da się wyjść na zewnątrz.

Tęsknię. Pamiętam, jak lubiłam spacerować po Reykjavíku, podglądać ocean wyzierający spośród aluminiowych domków pomalowanych na wszystkie kolory gumy rozpuszczalnej dla dzieci; podglądać tak, jak chłopcy podglądają licealne koleżanki zza kotary w prysznicu. Gdzieś między uszami rozkokosił mi się na stałe smak lobsterowej zupy z małej garkuchni ulokowanej tuż nad samym oceanem. Siadało się tam na sążnistych beczkach po piwie i mogło zamówić jedzenie przy kasie wyłącznie, jeśli dorwało się miejsce przy stoliku, co skutkowało przepychankami między gośćmi lokalu. Zapobiegawczo w altance przed budynkiem umieszczono dodatkową ławkę dla tych, którzy przegrali te podstępne potyczki, a byli naprawdę spragnieni homarowej zupy w okazyjnej cenie. Miało to w sobie jakiś sentymentalny klimat socjalizmu, którego nigdy nie doświadczyłam, ale najwyraźniej wyssałam z mlekiem przodkini.

Reykjavik w odsłonie letniej

Tęsknię za czystym powietrzem, które wdzierało się mi bezwstydnie do płuc i penetrowało je, wypełniając aż do ostatniego milimetra. Pamiętam, jak przez dwa pierwsze tygodnie pobytu na Islandii padałam do łóżka ok.22:00 i spałam po 10h, bo nieustannie czułam się jak na tlenowym haju. W swej islandzkiej codzienności czułam się, jakbym codziennie chodziła po Bieszczadach. Tylko, że nie musiałam chodzić po Bieszczadach.

Tęsknię za swoją ulubioną ścieżką spacerową tuż nad oceanem, gdzie mogłam usiąść na głazie, a woda obmywała mi myśli.

- Znam takie miejsce, gdzie wybudowano dymiące fabryki obok gór i oceanu. - spytała: - Chcesz je zobaczyć?
Odpowiedział: - Chcę.

Tęsknię za ulubioną kawiarnią Babalu, gdzie na jednej ze ścian bezwstydnie wisiał sporych rozmiarów obraz całujących się gejów i panowała uroczo patchworkowa atmosfera, zupełnie jak w islandzkim społeczeństwie.

Tęsknię za przestrzenią. Przestrzenią taką, że głowa miękko się w niej zatapiała jak w najmilszym welurze. Taką, że miałam poczucie, że zmieszczą się tam wszystkie myśli, że to stamtąd - z tej przestrzeni - biorą się wszystkie odpowiedzi na pytania świata. Wiele moich się wzięło.

Tęsknię za zorzą polarną, która obmywała niedbale kolorem niebo jak senna, radioaktywna fala.

Tęsknię za swoim pokojem w Reykjavíku - urządziłam go właściwie w stu procentach tanimi meblami z drugiej ręki, które z pozoru do siebie nie pasowały, a najdroższymi fantami w wystroju mojego wnętrza były rośliny (tak, rośliny na Islandii są bardzo drogie). To właśnie tam odkryłam w sobie ogrodnicze alter ego (o ironio, prawie nic nie chciało tam rosnąć z powodu klimatu).

I nie chciałabym być opacznie w tym wszystkim zrozumiana - to nie tak, że w Polsce po powrocie jest mi źle. Umówmy się - w miejscu, w którym są stoiska z bobem i truskawkami na straganie, a do tego lasy gęste jak rzęsy celebrytek, nie może być źle.

Po prostu pozwalam na to, by obca trawa była mi soczyście zieloną, jednocześnie z uśmiechem pielęgnując swój ogród.

Władam słowem jak Kmicic szablą. Tworzę pejzaże postturystyczne i zastanawiam się, na ile turysta podobny jest do naturysty.
← Nowy Sącz, Polska
Ropki, Polska →

Zapisz się i otrzymuj moje nowe wpisy prosto na maila!

Możesz też obserwować mnie przez RSS używając Feedly!
Udostępnij
Twitter icon Twitter Facebook icon Facebook Pinterest icon Pinterest Reddit icon Reddit
Dzięki za subskrypcję i do usłyszenia!